Paulina, która nie mogła wydobyć z siebie głosu, tylko pokręciła głową. Robert też chwilowo zaniemówił.

– Bardzo dobrze – kontynuowała Eulalia. – Bałam się, że może cię złapać przez telefon i próbować zmieniać twoją niezachwianą decyzję. Bo rozumiem, że zdecydowałaś się skasować go na tę kwotę?

Paulina skuliła się w fotelu i łzy popłynęły jej z oczu.

– Tak naprawdę to ja wcale nie chcę żadnych pieniędzy… – wyszlochała rozpaczliwie w haftowane oparcie. – To wygląda tak, jakbym się sprzedała…

Skonsternowany Robert spróbował ją objąć, ale się wyrwała.

– Nie sądzę, żeby to tak właśnie wyglądało – stwierdziła Eulalia sucho. – A pan?

– Oczywiście, że nie. Pani Paulino, tu są chusteczki – podsunął jej pudełko.

Trzeba było dobrą chwilę zaczekać, aż Paulina przestanie szlochać. Wreszcie chlipnęła ostatni raz i zamilkła. Gospodarz podał jej szklankę wody mineralnej.

– Myślę, że nie powinna pani w tej chwili myśleć tylko o sobie – powiedział cicho, ale stanowczo. – Rozumiem, że czuje się pani w tej sytuacji źle, ale proszę pomyśleć, że dzięki tym pieniądzom będzie pani miała za co utrzymać dziecko w pierwszym okresie. Nie ma powodu, żeby jego ojciec całkowicie wymigał się od odpowiedzialności.

– Ponieważ stanowczo twierdziłaś, że nie chcesz z nim żadnych kontaktów, pomyślałam sobie, że sądy, ustalanie ojcostwa i proces o alimenty nie wchodzą w grę…

Pola gwałtownie potrząsnęła głową i schowała twarz w dłonie.

– Z własnej woli pan Szermicki nie dałby wam złamanego grosza, pozostało mi go trochę postraszyć. Chyba lepiej wziąć pieniądze od razu. To jest połowa tego, co byś dostała, gdyby ci co miesiąc wypłacał dwieście pięćdziesiąt złotych alimentów… Wcale nie tak wiele, jak widzisz. Do pełnoletniości dziecka oczywiście. Przy drugiej racie dasz mu oświadczenie, że nie masz do niego żadnych pretensji.

Robert postanowił wkroczyć.

– Ustaliliśmy, że się pobierzemy, jak tylko będziemy mogli. No więc teraz będziemy mogli. Nie pozwolę ci zmienić zdania w tej sprawie, nawet gdybyśmy mieli te pieniądze wyrzucić na śmietnik. Ale ja bym ich nie wyrzucał. Rozejrzałbym się za jakimś mieszkaniem, bo przecież nie możemy na wieki zamieszkać u pani Eulalii. Dziecko będzie moje. To też ustaliliśmy. Więc możesz mu dać dziesięć oświadczeń, że masz go w nosie. Małe będzie miało ojca, z nazwiskiem i wszystkimi przyległościami. Oraz z licznym rodzeństwem, bo ja bym chciał mieć dużo dzieci. Może nie od razu…

Trochę się zaplątał i umilkł. Paulina oderwała się od poręczy fotela i wtuliła zapłakaną twarz w jego sztruksową bluzę. Pozostali obecni spojrzeli na siebie z ulgą.

– Myśmy już przedtem uzgodnili – podjął wątek Robert – że poprosimy Sławkę i Kubę, żeby byli świadkami na naszym ślubie… i chcielibyśmy teraz państwa poprosić, żebyście byli rodzicami chrzestnymi naszego dziecka.

– Chyba dziadkami – mruknęła Eulalia.

– Co do mnie, jestem zaszczycony – rzekł były gbur, uśmiechając się szeroko. – Aczkolwiek nie rozumiem, dlaczego ja. Pani Eulalia ma tu ogromne zasługi, ja jestem tylko obserwatorem.

– Tak nam się jakoś wydawało – bąknęła Paulina spod pachy Roberta.

– Dobrze wam się wydawało – oświadczyła Eulalia. – Gdyby nie pan, to nie wiem, czym by się skończyła moja eskapada.

Młodzi poprosili o wyjaśnienie, więc Eulalia opowiedziała o roli, jaką odegrał w aferze gb… pan Janusz. Kiedy wśród wybuchów śmiechu doszła do spotkania pod sklepikiem, zadzwoniła komórka. Paulina zbladła.

– Odbierz – syknął Robert. – Nie bój się!

– Tylko nie mów mu, że wychodzisz za mąż! – dodała pospiesznie Eulalia.

– Słucham – powiedziała Paulina drżącym głosem. – To ja… Poznaję… Tak, moja babcia. Nie namawiałam jej do niczego – nagle jej głos uległ wyraźnemu wzmocnieniu. – Proszę, nie mów tak. Ona ma po prostu silny charakter i nie lubi patrzeć, jak ktoś robi świństwa… Oczywiście, że poszłaby do sądu… Słuchaj, ja nie wiem, czy ona ci groziła, czy nie. Albo robimy tak, jak się umówiliście, albo rzeczywiście spotkamy się w sądzie… Nie krzyczę. To ty krzyczysz… Oczywiście, dostaniesz oświadczenie, ale dopiero po tym, jak my dostaniemy pieniądze… Jacy my? Ja i twoje dziecko, zapomniałeś?… Nie, ja od ciebie już nic nie będę chciała, nie wiem, jak będzie z dzieckiem… Możesz być pewny, że nie będę się wyrywała z informowaniem go o tym, że jego ojciec się go wyrzekł. Mam nadzieję, że jakoś sobie życie ułożę… Numer konta podam ci, jak tylko pójdę do banku. Może nawet jutro… Do widzenia.

Z ogniem w oczach wyłączyła komórkę, po czym znowu opadła na poręcz fotela i rozpłakała się jeszcze obficiej niż poprzednio. Robert rzucił sieją utulać, wobec czego przyszli rodzice chrzestni opuścili dyskretnie bibliotekę i poszli do salonu, gdzie wypili jeszcze zdrowie przyszłego chrześniaka. Po czym Eulalia udała się do łazienki, aby ostatecznie zlikwidować księżnę Lubecką.

Wyszła po półgodzinie, rozsiewając wokół siebie lekko gorzkawy zapach. Okazało się, że facet ma całą linię zapachową, w tym mydło i płyn do kąpieli. Bardzo dobrze. Lepiej, jeżeli mężczyzna nie kupuje kosmetyków na chybił trafił. Na pewno zresztą różne panie aż się palą do udzielania mu rad w tej kwestii. Jest za przystojny, żeby mogło być inaczej.

Przystojny były gbur zaproponował herbatę i przekąskę, ale odmówiła. Należało już wrócić do domu, zwłaszcza że ktoś z rodziny mógł udać się do sklepiku po cokolwiek i napotkać tam jej samotne auto, pozbawione właścicielki. Zaczęłyby się niewygodne pytania, a ona już poczuła się lekko zmęczona tym całym dniem. Konfidencję z niedawnym wrogiem też raczej powinna utrzymać jeszcze w tajemnicy, bo po co stwarzać Helence materiał do myślenia?

Były gbur – musi się wreszcie zdecydować, jak go będzie na własny użytek nazywała! – chętnie zgodził się na dyskrecję i pochwalił przezorność Eulalii. Zachowując największą ostrożność, wywiózł ją z własnego domu (a właściwie ze swojej połówki ich wspólnego domu), schowaną na tylnym siedzeniu samochodu, i niezauważoną dostawił na parking pod sklepem.

Ze zdziwieniem skonstatowała, że jakoś bez oporów oddaje się pod opiekę niedawnego wroga. Ale bo też ten wróg okazał się zupełnie sympatycznym człowiekiem. Poza tym zdecydowanie odkupił swoje przewinienia wobec niej. Poza tym jest inteligentny. Kiedy już się rozstawali, poradził jeszcze, aby Eulalia przemówiła młodym do rozsądku w kwestii terminu ślubu. Powinni go wziąć dopiero po zainkasowaniu drugiej raty od Szermickiego.

Bardzo dobra rada. Jeżeli nawet Robert będzie chciał przyspieszać, to Paulinie z pewnością przemówi do rozsądku argument, że ślubna suknia będzie na niej lepiej leżała, kiedy już odzyska figurę po porodzie.

Dopiero na schodach własnego domu Eulalia poczuła nieprzyjemne mrowienie na plecach. Jeżeli Helenka powzięła jakiekolwiek podejrzenia wobec broszki i bluzki swojej teściowej, to zapewne w porozumieniu z tąż teściową zdążyły już przeryć szafy i odkryć brak obydwu elementów odzienia. Czy broszka jest odzieniem? Nieważne. Ważne, że powinna w tej chwili spoczywać spokojnie w szufladzie oddanej do dyspozycji matki komódki – a nie spoczywa!

Cholera jasna.

Pełna złych przeczuć otworzyła drzwi i natychmiast usłyszała gwar podnieconych głosów, dobiegający z salonu. Niedobrze. Pewnie omawiają bluzkę i broszkę. We trzy jazgoczą, ojca nie słychać, jak zwykle. No tak. Mają dobrą pożywkę. Swoją drogą nie powinny wciągać Marysi w sprawy dorosłych. Z drugiej strony, nie trzeba jej wciągać, sama pcha nos we wszystko, Boże jedyny, niech ten Atanazy wreszcie przyjedzie, niech Helenka skończy ten remont, jakie skończy, przecież nawet nie zaczęła na dobre, nieważne, niech oni się wyprowadzą!

– Eulalio, jesteś nareszcie, ty pewnie wiesz już wszystko, dlaczego tak długo cię nie było, dlaczego nie zadzwoniłaś? To nieładnie, pozwolić nam tak czekać! Zwłaszcza że ja tak się martwiłam tym, że Marysia przestała u ciebie zajmować się poezją i twórczością w ogóle, ale najwidoczniej masz na nią jakiś wpływ medialny. Ostatecznie to też jest dobra forma wyżycia się w sztuce, teraz tylko trzeba rozwijać ten talent, popatrz, a ja nawet nie podejrzewałam Marysi o takie zdolności…